Homilia Ks. Rajmunda Ponczka
Kazanie z okazji 41 rocznicy powstania NSZZ Solidarność i poświęcenia pamiątkowego kamienia
(Łubianka, 22.08.2021)
Izraelici po długiej, czterdziestoletniej wędrówce z Egiptu, z domu niewoli, rozpoczęli życie jako wolny naród. Bóg ręką Mojżesza, przeprowadził ich z niewoli do wolności.
Wielokrotnie podkreślano analogię. Polacy podobnie, jak ongiś Izraelici przez pustynię, wędrują po swojej krainie, zanim nauczą się wolności. Minęło właśnie czterdzieści lat wędrówki. Stają przy warsztatach pracy, podobnie jak przed sierpniem 1980 r. Uprawiają ziemię, sieją i żniwują. Jest jedna różnica. Fundamentalna. To powiew wolności, łopoczący na sztandarach. Na nich wypisane jest czerwonymi literami słowo: Solidarność. Literka N w tym słowie kończy się biało – czerwoną flagą. Teraz Polacy pracują pod swoim sztandarem, jako ludzie wolni. Odzyskują dumę. Mają poczucie własnej wartości, talentów, pomimo tzw. pedagogiki wstydu, prowadzonej pewnie przez obce wywiady. Są dumni i… pokorni. Któż nie jak oni mają świadomość, że to wszystko jest darem, otrzymanym z wysoka, Bożym planem, hojnością naszego Boga.
Pragnę dziś z wami rozważyć cztery wydarzenia - osoby z naszej najnowszej historii, które są założycielskie dla polskiej wolności: Jan Paweł II, jego wybór w 1978 r., długi, owocny pontyfikat (prawie 27 lat), pielgrzymki do Ojczyzny (osiem), wytrwałe nauczanie.
Drugim (choć chronologicznie pierwszym) jest niezłomne życie kard. Stefana Wyszyńskiego, nazwanego Prymasem Tysiąclecia, jego uwięzienie przez komunistyczne władze, które wykorzystał na opracowanie programu przygotowania do obchodów millenium chrztu Polski i nawiedzenia kopii Obrazu Jasnogórskiego. Były to wydarzenia, które duchowo odcisnęły się na kolejnych pokoleniach zniewolonych Polaków. On i w więzieniu był człowiekiem wolnym. Odczytujemy świadectwo wolnego człowieka spisane w Zapiskach więziennych.
Trzecim są strajki roku 1980, w których walczono nie tyle o chleb, jego sprawiedliwszy podział, co o wartości, o godność, o wiarę, o wolność, o niepodległość.
Czwartym jest życie skromnego kapłana, ucznia św. Jana Pawła i kard. St. Wyszyńskiego, towarzysza drogi ludzi Solidarności. Nade wszystko okrutny mord na błogosławionym ks. Jerzym, bezwzględny, wykonany z pewnością, że „oni” wszystko mogą i pozostaną bezkarni.
Ponad tymi fundamentalnymi zdarzeniami i osobami odczuwamy obecność Boga, który udziela mocy wiary, siły ducha, który czyni możliwym, to co po ludzku zdawało się niemożliwym. Wspólnym mianownikiem jest wymiar duchowy, nadprzyrodzony. W tym wypadku nie czołgi i dywizje decydowały o rozstrzygnięciach historii, o odzyskiwaniu wolności i niepodległości lecz wiara i duch Boży, który unosił się nad okręgiem polskiej ziemi.
To doświadczenie pragniemy dziś utrwalić w kamieniu, stawianym obok kościoła błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki w Łubiance. Pragniemy zaświadczyć o sile ducha, która jest w stanie rozerwać kajdany zła, nieprawości i niewoli. Także dziś. Siła wary jest taka sama, jeżeli pozwolimy dać się jej poderwać.
We wspomnianych wydarzeniach, systematycznym nauczaniu kard. Prymasa Wyszyńskiego, pielgrzymkach papieskich, strajkach w latach osiemdziesiątych, we Mszach św. za Ojczyznę, odprawianych przez ks. Jerzego, powtarza się doświadczenie wyjątkowości, doniosłości chwili i święta. Spotkanie z Papieżem, udział w strajku i spotkaniu z ks. Jerzym powtarza się doświadczenie wyjątkowości chwili, czasu, który przeżywamy osobiście i jednocześnie we wspólnocie. A przygotowane przez cierpienie uwięzionego Prymasa, przez program duchowej odnowy, opracowany w uwięzieniu, nawiedzenie kopii Obrazu Jasnogórskiego. Milion pielgrzymów na Jasnej Górze na Millenium Chrztu Polski przygotowywało podobne liczebnie spotkania Jana Pawła. Potem na pogrzebie ks. Jerzego. Tu jest ciągłość.
Przytoczę relację dziennikarzy, którzy uczestniczyli w strajku 1980 r: Wciąż się wzruszałem. Wciąż płakałem, głupio mi było, więc tak jakoś odwracałem się, zakrywałem, chowałem, ale nie mogłem się opanować; Płakałam podczas całego strajku. Nawet teraz, jak słyszę słowo strajk (…), łzy same napływają do oczu.
Wolni wewnętrznie obywatele, którzy dobrowolnie zamknęli się w Stoczni, budują wspólnotę. Natchnieni odkryciem, dokonanym rok wcześniej, w czasie papieskiego pielgrzymowania do Ojczyzny, wychodzą z marazmu, że nic nie można, że się nie uda, podejmują działania.
Przywołuję tamten niepowtarzalny klimat. Stoczniowcy, współpracujący z nimi ludzie różnorodnych profesji, ubrani w robotnicze drelichy, poruszający się na akumulatorowych wózkach, śpiący na podłogach w salach, które znali z nudnych narad. Metalowe, wysokie płoty, ogrodzenia i biura przepustek – obrazy wyrwane z szarego, beznadziejnego świata komuny wyznaczają wyjątkowość. Wolność wyrywa się z szarości i codzienności.
Do pielgrzymki św. Jana Pawła, do sierpnia 1980 roku, do bł. ks. Jerzego odnoszą się takie pełne zauroczenia relacje: Tam się oddychało jak w wolnej, niepodległej Polsce.
Dziennikarz, opisujący atmosferę pod bramą Stoczni, wspominał: Z jednej strony mężowie, z drugiej żony i dzieci. Strajkujący robotnicy wychodzili przed bramę, witali się z dziećmi, często maleńkimi, w wózeczkach. Żony pytały na oczach wszystkich takim zatroskanym głosem: Kiedy wracasz? A oni: Kiedy wrócimy? No wiesz, nie wiemy, kiedy wrócimy. Czekamy, aż przyjdą z nami rozmawiać.
Uczestnik strajku w Gdyni kreśli ówczesną atmosferę: Dziwnym węzłem jedności związał się naród polski, jeden drugiemu stał się bliższy, droższy, każdy szanował bardziej bliźniego niż siebie samego. (…) To nie był zwykły strajk, to była ogromna szkoła kształcenia szlachetnych uczuć ludzkich, z której wynieśliśmy nie tylko teorię, ale i olbrzymie doświadczenie ogromnej jedności narodu.
Wspólnota, wspólnota wiary, dziedzictwa ojców, wreszcie wspólnota woli i uczuć pozwoliła wywalczyć „Solidarność”. W niezwykłym słowie, które wybrane zostało na jako nazwa zrodzonego w Stoczni ruchu, zrodzonego pod Janopawłowym natchnieniem, zawiera się wspólnota wiary, dziedzictwa przodków, woli i uczuć.
W Stoczni i wszędzie tam, skąd łączono się ze strajkującymi wydarzył się cud. Ubezwłasnowolniony do tej pory szary tłum, zmienił się za sprawą solidarnego sprzeciwu w świadomych i odpowiedzialnych obywateli.
Wolność jest cudem nie dlatego, że – co oczywiste – trzeba o nią walczyć i zabiegać, lecz dlatego, że swoją tajemniczą mocą odmienia istotę człowieka do głębi. Jest to zmiana zasadnicza i gwałtowna.
W zrozumiałym, naturalnym kontekście (dzieło obrony wiary i Kościoła Prymasa Wyszyńskiego, żywotny, powiem odważnie żywiołowy, dynamiczny papież Jan Paweł II) jawi się obecność religii w sierpniowych strajkach i inspiracji chrześcijańskiej nazwy Solidarność i jej chrześcijańskiej zawartości (znamy wykłady kard. Karola Wojtyły o cnocie solidarności, wygłoszone długo przed 1980 r.).
Dziennikarz obecny w stoczni pytał: Jak rozumieć ten wybuch, tę eksplozję uczuć religijnych, tę właściwie religijną demonstrację? I nagle tam okazało się, że moralny protest społeczeństwa nie znajduje żadnej formy oficjalnej, która nie byłaby skompromitowana. Jedynie Kościół okazał się instytucją, która nie zdradziła interesów narodu. Nie było się na czym oprzeć, a w stoczni istniała olbrzymia potrzeba rzeczy trwałych, potrzeba nadziei. Msze miały istotne znaczenie dla atmosfery i podbudowania godności człowieka.
Na ogrodzeniu Stoczni obok flag, zawieszane zostają krzyże, portrety papieża. Są z pietyzmem ozdabiane kwiatami. Strajkujący wskazują kto jest dla nich inspiracją i z jakimi wartościami się identyfikują. Religijność strajkujących otrzymała wcześniej ducha odwagi w spotkaniu ze świętym papieżem. Pośrodku Stoczni, podobnie innych zakładów pracy, na zaproszenie strajkujących, odprawiane są Msze św., księża słuchają spowiedzi. Przed konfesjonałami ustawiają się długie kolejki ludzi ubranych w te same stroje, w których spawali kadłuby statków, wewnątrz suchych doków. Spowiedzi są wstrząsające, czyli takie, które odmieniają życie. Na gruzach, w poczuciu zagrożenia i niepewności rodzi się nowe życie, życie ludzi wolnych. Pośród skromnych pracowników winnicy pańskiej w Hucie Warszawa jest błogosławiony s. Jerzy.
Wiara nie da się zamknąć do przestrzeni kościoła, schować w zakrystii. Trzeba ją wyrażać w wyborach codziennego życia. Dokonywało się przełamanie narzucanego zakłamania: możesz sobie chrzcić dzieci, ale w tajemnicy. Udawaj, że nie chrzcisz. Dzieci łamiących wówczas nasze sumienia żyją i mają się dobrze. Nauka wolności, którą obdarza Bóg i wiara w Boga, trwa.
Dziś jesteśmy wezwani przez naszych wielkich kard. St. Wyszyńskiego, św. Jana Pawła i bł. ks. Jerzego do obrony i świadectwa wiary. Dlatego wiarę i solidarność zapisujemy na kamieniu. Kamień stawiamy obok kościoła ks. Jerzego.
(inspirujący dla mnie był wykład Dariusza Gawina, pt.: Fenomen Solidarności. Cytowane wypowiedzi dziennikarzy również pochodzą z tego tekstu).