Zarząd Regionu Toruńsko-Włocławskiego NSZZ "Solidarność", ul. Piekary 35/39, 87-100 Toruń
tel. 56 622 41 52, 56 622 45 75, e-mail: torun@solidarnosc.org.pl

ZAJĘCIE TORUNIA 1.II.1945

czwartek, 30 Styczeń, 2020

75 lat temu, 1 lutego 1945 r., oddziały Armii Czerwonej zajęły Toruń, kończąc trwający ponad pięć lat okres niemieckiej okupacji miasta. Jeszcze do niedawna owe „wyzwolenie” było przedstawiane jako „koronkowa” operacja sojuszniczej armii, w wyniku której nasze zabytkowe miasto nie poniosło żadnych poważnych strat materialnych i uniknęło losu wielu innych miast w Polsce, mocno zniszczonych w toku działań wojennych (co w wielu wypadkach nie było prawdą, ponieważ największe zniszczenia powstały już po zajęciu miast przez bolszewików) . Tymczasem bezszkodowe zajęcie Torunia nie odbyło się w wyniku misternych ruchów taktycznych, a … no właśnie. W 2017 roku TS zamieścił duży art. na ten temat, autorstwa Macieja Orzeszko. Dziś jego obszerne fragmenty.

 

„(…) Pod koniec 1944 r., według oficjalnych danych, Toruń miało zamieszkiwać „na papierze” ok. 50 tys. Niemców i 13 tys. Polaków. Spośród tych pierwszych jednak przeważali Polacy przypisani do III i IV grupy volkslisty. Obok tych działań Niemcy prowadzili w mieście brutalną politykę kulturalną, polegających na zacieraniu śladów polskości na tych terenach. W jej wyniku, podczas wielkich demonstracji politycznych, masowo palono polskie książki (w tym zasoby Książnicy Miejskiej), co bardziej wartościowe woluminy wywieziono. Trwała też grabież zabytków kultury, szczególnie po 1943 r., gdy Niemcy coraz bardziej liczyli się z możliwością opuszczenia miasta.

Czarną kartą historii Torunia w czasie okupacji były utworzone na jego terenie ośrodki prześladowań. Najbardziej znanym był niemiecki Obóz Przesiedleńczy Toruń (niem. Umsiedlungslager Thorn), utworzony w zabudowaniach byłej przetwórni smalcu oraz oleju przy ul. Grudziądzkiej, tzw. Szmalcówka. Obóz powstał w 1940 r. dla ludności wysiedlonej z Torunia i Prus Zachodnich. Kierowano do niego osoby niepodatne na germanizację – pochodzące z innych regionów, rodziny polskich wojskowych, urzędników, a także te, które odmówiły złożenia wniosku o wpisanie na volkslistę. Obóz istniał do 1943 r., a ocalałych więźniów wywieziono do obozu potulickiego.

Więźniami Szmalcówki były często całe rodziny, w tym tysiące dzieci. Zostali oni stłoczeni w halach fabrycznych i piwnicach, w których przebywali w fatalnych warunkach bytowych. W obozie panował głód i choroby, a więźniowie poddani byli brutalnym represjom. W latach 1941-43 przez obóz przeszło łącznie około 20 tys. więźniów. Byli oni poddawani selekcji i wysyłani na roboty do III Rzeszy, do Generalnego Gubernatorstwa oraz różnych obozów koncentracyjnych. W wyniku fatalnych warunków, głodu, braku opieki lekarskiej i chorób w tym okresie zmarło ok.1200 więźniów, w tym ok. 400 dzieci i niemowląt. W filii obozu w byłej drukarni Stefanowskiego na ulicy Bażyńskich (już nieistniejącej) przebywało ok. 400 osób, z których 179 zmarło. Oprócz tego w czasie okupacji w Toruniu istniały trzy filie obozu koncentracyjnego w Stutthofie, z czego jedna przy fabryce makaronu w dzielnicy Mokre, gdzie zatrudnieni byli więźniowie, oraz w innych przedsiębiorstwach należących do SS.

Na południowym brzegu Wisły, w kilku fortach na Glinkach, utworzono także wielki obóz jeniecki Stalag XX A/C. W latach 1940-45 przewinęło się przez niego ok. 43 tys. jeńców wojennych, głównie z Brytyjskiej Wspólnoty Narodów (w tym Australijczyków wziętych do niewoli w Grecji i Afryce) oraz Amerykanów, Francuzów, Belgów, Włochów i Jugosłowian. W stosunku do obywateli tych państw Niemcy stosowali się do wymogów prawa międzynarodowego, w obozie panowały znośne warunki bytowe, a przez okres okupacji zmarły tam 44 osoby (prawdopodobnie z przyczyn naturalnych). Po rozpoczęciu wojny z ZSRS w 1941 r. otwarto też obóz dla żołnierzy Armii Czerwonej M. Stammlager 312/XX C, nazywany przez Niemców Sowietheide – puszczą sowiecką. Trafiło tam ok. 21 tys. jeńców, z których w wyniku fatalnych warunków bytowych, głodu, chorób, pracy ponad siły oraz egzekucji śmierć poniosło ok. 12 tys. obywateli ZSRS. Wszystkich jeńców Niemcy zmuszali do pracy, m.in. w browarach, na poligonie oraz przy pracach komunalnych. Podczas ewakuacji obozów pod koniec 1944 r. część jeńców uciekła i ukryła się u miejscowych Polaków.

Jak zatem widać, okres okupacji hitlerowskiej dla Torunia i okolic był szczególnie tragicznym rozdziałem historii.

Przygotowania do obrony Torunia – 1944-45

W latach 1939-44 Toruń nie odgrywał znacznej roli w systemie militarnym III Rzeszy. Miasto stało się miejscem stacjonowania kilku oddziałów zapasowych, m.in. lotnictwa, artylerii, saperów i innych służb tyłowych, a także kilku ośrodków werbunkowych. Toruńskie lotnisko było wykorzystywane jako pomocnicza baza szkoleniowa i remontowa. Do 1944 r. miasto znajdowało się na głębokich tyłach i poza okresem 1-7 września 1939 r. nie dotyczyły go żadne działania wojenne.

W lecie 1944 r. potężne siły Armii Czerwonej rozbiły niemiecką Grupę Armii „Środek” na Białorusi, Sowieci podjęli też ofensywy na Ukrainie i w Państwach Bałtyckich. W efekcie w sierpniu wojska sowieckie osiągnęły linię Wisły i Karpat, zajęły też Litwę i doprowadziły do odcięcia niemieckiej Grupy Armii Północ na Łotwie. Po raz pierwszy od początku wojny ziemie przedwojennej III Rzeszy zostały zagrożone bezpośrednimi działaniami wojennymi.

W sierpniu 1944 r. ówczesny szef Sztabu Wojsk Lądowych (niem. Oberkommando des Heeres – OKH) gen. Heinz Guderian przedstawił Adolfowi Hitlerowi plan stworzenia rozbudowanej pozycji obronnej pomiędzy Wisłą i Odrą, znanej jako Wał Wschodni (niem. Ostwall). Jego rolą miało być wyhamowanie i zatrzymanie spodziewanej wiosną 1945 r. sowieckiej ofensywy na Berlin. W jego budowie miano wykorzystać ufortyfikowaną Warszawę oraz Poznań, Toruń, Grudziądz i inne, oraz nowo zbudowane fortyfikacje i pozycje obronne np. w Fordonie.

W planie tym szczególną rolę odgrywały ufortyfikowane miasta-twierdze, które miały pełnić rolę „falochronów” (niem. Wellenbrecher), dodatkowo ochraniających główne węzły komunikacyjne, któych zadaniem miało być związanie i wykrwawienie znacznych sił nieprzyjaciela poza głównym kierunkiem natarcia. Niemcy poprzez uporczywą obronę twierdz mieli natomiast zyskać czas potrzebny na mobilizację odwodów, ewentualnie na prowadzenie rozmów pokojowych. W planie tym ważną rolę ogrywał Toruń, gdyż miasto miało pełnić rolę jednej z twierdz. Jednak faktyczne walory obronne miasta w drugiej połowie 1944 r. nie były zbyt wysokie i przygotowanie go nadchodzącej kampanii wojennej musiało pochłonąć wiele sił i środków.

W 1944 r., gdy Toruń został ogłoszony twierdzą, Niemcy rozpoczęli rozbudowę starych umocnień. Pierwszy pas obronny rozciągał się ok. 30 km od miasta, opierał się na sieci punktów oporu, chronionych zasiekami i polami minowymi powiązanych z sobą systemem ognia dział, moździerzy i karabinów maszynowych. Linia ta łączyła się z umocnieniami Grudziądza. Druga linia przebiegała na przedpolach miasta i opierała się o pas fortów. Toruń, ze swoimi licznymi obiektami koszarowymi, lotniskiem, poligonem i placami ćwiczeń zapewniał dogodne warunki do stacjonowania garnizonu, a dobrze wyposażone magazyny wojskowe zapewniały wszelkiego rodzaju sprzęt i wyposażenie.

Pierwszym komendantem twierdzy został płk. Gaucksh. Rozpoczął on formowanie garnizonu, w skład którego weszły początkowo jednostki zapasowe stacjonujące w mieście. Z czasem napłynęło kilka pododdziałów, np. trzy forteczne bataliony c.k.m, resztki Dywizji Fortecznej „Warszawa”, bataliony forteczne saperski i artylerii przeciwlotniczej, Batalion „Gneisenau”, zbiorczy batalion elewów szkoły oficerskiej i tym podobne. Na miejscu utworzono trzy bataliony Volkssturmu (pospolitego ruszenia), złożone jednak głównie z Polaków – volksdeutschy III i IV grupy, którzy nie mieli najmniejszej ochoty walczyć za III Rzeszą i większość z nich po rozpoczęciu walk zdezerterowała. W styczniu rozpoczęto ewakuację na zachód ludności niemieckiej, według szacunków do 20 stycznia 1945 r. miasto opuściła prawie połowa mieszkańców.

 Niemiecka obrona Torunia, styczeń 1945 r.

12 stycznia 1945 r. Armia Czerwona rozpoczęła wielką ofensywę na Froncie Wschodnim znaną jako Operacja Wiślańsko-Odrzańska. Siły sowieckich czterech frontów, atakujących w pasie od Bałtyku do Karpat, daleko przekraczały liczebnością oddziały Wehrmachtu. Celem Sowietów było sforsowanie linii Wisły, szybki marsz do Odry połączony z zajęciem kluczowych miast (w tym Poznania), następnie jej sforsowanie i marsz na Berlin. Sowieci osiągnęli początkowo zaskoczenie, a silny mróz spowodował, że zamarznięta Wisła nie stanowiła istotnej przeszkody, toteż już w pierwszych dniach ofensywy jednostki niemieckie zostały pobite i zmuszone do odwrotu na kolejne pozycje obronne.

Toruń znalazł się w pasie działania dwóch wielkich jednostek operacyjnych Armii Czerwonej: 2. Frontu Białoruskiego marsz. Konstantego Rokossowskiego i 1. Frontu Białoruskiego marsz. Gieorgija Żukowa.

2. Front Białoruski miał operować z przyczółków pod Różanem i Serockiem, jego główne siły (5 armii, w tym jedna pancerna, 3 dodatkowe korpusy – pancerny, zmechanizowany i kawalerii) miały uderzyć na Elbląg, natomiast dwie kolejne armie – 65. i 70. wraz z 1. Korpusem Pancernym miały nacierać wzdłuż wschodniego brzegu Wisły na Toruń i Świecie. Natomiast 1. Front Białoruski 14 stycznia uderzył z przyczółka magnuszewskiego, rozwijając ofensywę w kierunku Poznania, Bydgoszczy i Nakła.

19 stycznia 1945 r. w Toruniu po raz pierwszy usłyszano odgłosy artylerii, pojawiły się też pierwsze sowieckie samoloty. 22 stycznia obrona Torunia została znacznie wzmocniona. Tego dnia do miasta wkroczyły oddziały 31. Dywizji Grenadierów Ludowych płk. Ericha Wolkewitza. Dywizja liczyła ok. 11 tys. dobrze uzbrojonych żołnierzy, składała się z dwóch pułków grenadierów, pułku artylerii z 36 haubicami (12 kal. 150 mm i 24 kal. 105 mm), batalionu saperów, batalionu przeciwpancernego (12 szturmowych dział samobieżnych kal. 75 mm i 12 armat holowanych tego kalibru) i innych pododdziałów. Tego dnia do miasta przybył też nowy dowódca garnizonu, gen. por. Otto-Joachim Lüdecke, który otrzymał od Heinricha Himmlera rozkaz obrony do ostatniego żołnierza.

Tego samego 22 stycznia na południe od miasta dostrzeżono posuwające się na zachód czołgi sowieckiej 2. Armii Pancernej Gwardii 1. Frontu Białoruskiego. Te jednak kierowały się w stronę Nakła. Jednostka ta przebiła się na styku niemieckich 9. i 2. Armii nad Wisłą i parła naprzód. Oznaczało to, że niemiecka obrona na linii Wisły na północ od Warszawy została przełamana. W tym czasie oddziały sowieckiej 47. Armii wkroczyły do Ciechocinka i Aleksandrowa Kujawskiego

Wobec dotychczasowych klęsk i rozbicia Grup Armii „Środek” i A, niemiecki Sztab Generalny Wojsk Lądowych powołał nową Grupę Armii „Wisła”, w skład której weszły 2. i 9. Armia. Ich zadaniem miała być obrona linii dolnej Wisły. Tymczasem sowieckie 65. i 70. Armia 2. Frontu Białoruskiego posuwały się dość powoli prawym brzegiem rzeki, spychając przed sobą rozbite oddziały 2. Armii. 21 stycznia obie sowieckie armie znalazły się nad Drwęcą, otrzymały wówczas rozkaz jak najszybszego ataku na Toruń i Świecie, a następnie przeniesienia działań na zachodni brzeg Wisły i likwidację niemieckiego przedmościa. Zadanie to – jak się okazało, było zbyt skomplikowane.

23 stycznia 1945 r. Toruń przetrwał pierwsze uderzenie – od południa miasto zaatakowały oddziały sowieckich 60. i 135. Dywizji Strzeleckich 47. Armii 1. Frontu Białoruskiego. Było to jednak tylko uderzenie pomocnicze, mające na celu związanie niemieckiego garnizonu i osłonięcie operujących dalej na zachód w rejonie Szubina, Nakła i Bydgoszczy 2. Armii Pancernej Gwardii i 2. Korpusu Kawaleryjskiego. Walki rozgorzały na terenie poligonu oraz w rejonie Fortów XIII i XIV. Ostatecznie oddziały niemieckiej 31. Dywizji Grenadierów Ludowych broniące tego odcinka wycofały się w rejon przeprawy. Sowieci nie atakowali dalej, uważając swoje zadanie za spełnione, siły niemieckie na lewym brzegu Wisły były odtąd jedynie blokowane przez oddziały sowieckiej 60. Dywizji.

24 stycznia na podejściach do prawobrzeżnej części miasta od strony wschodniej pojawiły się pierwsze oddziały sowieckiego 47. Korpusu Strzeleckiego 70. Armii gen. Popowa z 2. Frontu Białoruskiego. Przypuściły one atak rozpoznawczy ze strony Lubicza na kolonię Rubinkowo, lecz został on odparty na przedmieściach. Jednocześnie trwały walki na lewobrzeżnym Podgórzu i Stawkach.

Tymczasem w nocy z 24 na 25 stycznia 1945 r. do Torunia przebiły się przez linie sowieckie oddziały niemieckiej 73. Dywizji Piechoty. Jednostka ta walczyła nad Wisłą na północ od Warszawy w składzie XXXXVI. Korpusu Pancernego 9. Armii Grupy Armii „Środek”, została zepchnięta uderzeniem wojsk 1. Frontu Białoruskiego. Poniosła duże straty, ale nie została rozbita ani rozproszona, lecz udało jej się wycofać i po ok. 200 km marszu weszła do twierdzy wzmacniając jej załogę.

Na tym etapie walk załoga Twierdzy Toruń uzyskała swój maksymalny stan, liczyła bowiem ok. 32 tys. żołnierzy (wliczając w to oddziały Volkssturmu), posiadała ok. 100 dział i ok. 20-30 pojazdów pancernych (według literatury „czołgów”, jednak jednostki piechoty i forteczne Wehrmachtu w tamtym czasie nie posiadały takich pojazdów, chodzi prawdopodobnie o działa samobieżne, np. StuG.IV, faktycznie budowane na podwoziach czołgowych). Warto pamiętać, że choć w tym czasie Wehrmacht przechodził już poważny kryzys, to jego jednostki frontowe nadal przedstawiały wysoką wartość bojową i były np. b. silnie nasycone bronią przeciwpancerną. Zatem garnizon Festung Thorn przedstawiał wysoką wartość bojową i mógł stawiać opór przez dłuższy czas. Tym bardziej, że Sowieci wyraźnie nie docenili jego sił, a gen. Popow oceniał go na najwyżej 5 tys. żołnierzy z jednostek tyłowych.

Wojska sowieckie znajdowały się w szczególnej sytuacji. Na lewym, południowym brzegu Wisły oddziały 1. Frontu Białoruskiego wysforowały się do przodu. Operujące na drugim brzegu 65. i 70. Armie 2. Frontu były w stosunku do niej b. opóźnione. Tymczasem rozkaz marsz. Rokossowskiego nakazywały im przyspieszenie ofensywy i jak najszybsze sforsowanie Wisły w rejonie Fordonu i Świecia. Twierdza Toruń b. przeszkadzała Sowietom w podjęciu ofensywy, gdyż przez miasto przebiegały główne szlaki komunikacyjne regionu.

26 stycznia 1945 r. oddziały sowieckiego 47. Korpusu Strzeleckiego 70. Armii teoretycznie zamknęły okrążenie wokół prawobrzeżnej części miasta. W kolejnych dniach trwały ciężkie walki o obrzeża miasta, np. osiedle Wrzosy. Zostało ono dwukrotnie zajęte przez oddziały sowieckiej 71. Dywizji Strzeleckiej, wyparte jednak kontratakami niemieckiej 73. Dywizji Piechoty i wspierających je pododdziałów m.in. Volkssturmu. Ostatecznie Wrzosy zostały zajęte przez oddziały Armii Czerwonej 30 stycznia. Miasto było także bombardowane przez sowieckie lotnictwo, celem ataku były dworzec Toruń Mokre i Jakubskie Przedmieście, bomby spadły też na Stare Miasto (ul. Żeglarska i Mostowa).

Cztery dni walk wykazały, że garnizon Torunia jest silny i zdolny do długotrwałej obrony, a siły wydzielone z 70. Armii (47. Korpus w składzie 71. i 135. Dywizja Strzelecka) są zbyt słabe do złamania oporu. Co więcej, nie miały one sił wystarczających nawet do skutecznego zablokowania miasta. Jak wspominał marsz. Rokossowski, grupa mieszkańców Torunia bez przeszkód opuściła miasto i dotarła do sowieckich stanowisk, opowiadając o „tysiącach żołnierzy, czołgach i działach” stacjonujących w twierdzy.

Ewakuacja niemieckiego garnizonu Torunia, 28-30 stycznia 1945 r.

O dalszym losie Torunia zadecydowała jednak ogólna sytuacja w regionie. Pozostałe siły 2. Frontu Białoruskiego uchwyciły przyczółki na Wiśle pod Fordonem, Świeciem i Grudziądzem, zagrażając siłom niemieckim odepchnięciem ich od rzeki. Broniący tego odcinka niemiecki XXXXVI Korpus Pancerny 2 Armii gen. Walthera Weissa był rozciągnięty na zbyt dużym obszarze, wycieńczony poprzednimi walkami oraz odwrotem spod Warszawy i dodatkowo osłabiony zamknięciem w Toruniu należącej do niego 73. Dywizji Piechoty. Przewaga Sowietów stawała się coraz bardziej przygniatająca, a dowódca 2. Armii nie dysponował żadnymi odwodami. Co gorsza dla Niemców, operujące na południowym brzegu rzeki oddziały 1. Frontu Białoruskiego 27 stycznia opanowały Bydgoszcz i groziły niemieckim siłom oskrzydleniem od południa.

W tej sytuacji utrzymywanie na tyłach sowieckich Twierdzy Toruń nie miało już większego operacyjnego sensu, a stanowiący jej załogę 32-tysięczny, dobrze uzbrojony i wyposażony garnizon mógł wesprzeć jednostki walczące nad Wisłą. 28 stycznia 1945 r. gen. Weiss zaproponował wycofanie z Torunia garnizonu, który kilkoma drogami miał wymaszerować z miasta na zachód i północny zachód, by uderzyć od tyłu na sowieckie jednostki na przedmościu. Plan ten zyskał aprobatę Heinricha Himmlera i 29 stycznia został zaaprobowany przez Hitlera. Był to jedyny przypadek odwołania przez Führera rozkazu mianującego miasto twierdzą, który obligował komendanta garnizonu do obrony do ostatniego żołnierza (czasem twierdzą ogłaszane były miasta nieposiadające żadnych umocnień, jak np. Kołobrzeg, co stawiało dowódcę i żołnierzy w tragicznej sytuacji).

Gen. Otto Lüdecke otrzymał rozkaz drogą radiową 29 stycznia, zbiegł się on z ultimatum gen. Popowa domagającym się poddania twierdzy, które niemiecki dowódca zignorował. Trzeba tu powiedzieć, że morale i stan wojsk niemieckich był b. dobry, co w tym czasie w Wehrmachcie było rzadkością. Niemiecki generał miał też poparcie miejscowej niemieckiej ludności. Natomiast Polacy przyjęli postawę wyczekującą.

Gen. Lüdecke opracował plan ewakuacji garnizonu Torunia, przewidując wyjście na wieczór 30 stycznia. Do tego czasu pododdziały zaangażowane w walkę na przedmieściach miały kontynuować działania, a nawet podejmować lokalne kontruderzenia, aby Sowieci nie zorientowali się w niemieckich planach. Swoje siły niemiecki generał podzielił na trzy części, każda z nich miała zabrać z sobą rannych oraz niemieckich cywilów. Zgrupowanie Północne, złożone z oddziałów 73. Dywizji Piechoty (dowódca gen. maj. Schlieper), miało uderzyć na Wrzosy i przebić się dalej w kierunku na Różankowo i Grzybno, jednocześnie osłaniając pozostałe dwa ugrupowania przed atakiem z północnego wschodu. Zgrupowanie Środkowe (od nazwiska dowódcy nazywane Grupą Bojową von Rhaden), złożone z jednostek fortecznych i cywilów, miało skoncentrować się na Chełmińskim Przedmieściu i przebijać się wzdłuż ul. Grunwaldzkiej (będącej na części długości leśną drogą) przez lotnisko, lasy Barbarki i Zamek Bierzgłowski na Rzęczkowo. W najcięższej sytuacji znalazło się Zgrupowanie Południowe, którego trzonem miała być walcząca na lewobrzeżnym Podgórzu 31. Dywizja Grenadierów Ludowych. Jej jednostki miały po południu 30 stycznia oderwać się od nieprzyjaciela, przejść na północny brzeg rzeki, skoncentrować się i ruszyć kolumną na zachód wzdłuż głównej drogi na Fordon.

Wobec problemów z koncentracją termin wymarszu przesunięto na północ z 30 na 31 stycznia. Noc była mroźna (-12 stopni), padał lekki śnieg. Działania Niemców kompletnie zaskoczyły Sowietów, którzy nie spodziewali się prób przebicia garnizonu miasta. Stosunkowo najcięższe walki toczyło Zgrupowanie Północne. Wrzosów, przez które miało ono przechodzić, broniły oddziały sowieckiego 170. Pułku Strzeleckiego. Sowieci sądzili, że mają do czynienia z niemieckim kontratakiem. Walki rozpoczęły się o godz. 2 w nocy 31 stycznia 1945 r. i trwały do godzin popołudniowych, ostatecznie oddziały niemieckie przebiły się na północ.

 

Dużo łatwiej miały pozostałe ugrupowania. Północno-zachodnie i zachodnie podejścia do miasta były pilnowane przez 126. Pułk Strzelecki z 71. Dywizji Strzeleckiej. Dysponował on zdecydowanie zbyt niewielkimi siłami, aby bronić tak rozległego i zalesionego terenu. W efekcie obie grupy przebiły się po kilku starciach z zaskoczonymi posterunkami sowieckimi i wyszły z miasta.

Grupa gen. Lüdecke po wyjściu z Torunia początkowo przemieszczała się szybko na północny wschód, później jednak jej tempo marszu spadło, gdy dowództwo sowieckie zorientowało się w sytuacji i skierowało przeciw Niemcom dostępne siły. Koniec oblężenia Torunia i zajęcie miasta przy niewielkich stratach własnych było oczywiście dużym sukcesem Armii Czerwonej, ale wytworzona sytuacja operacyjna nie była dla nich korzystna. Toruński garnizon utworzył na tyłach 65.i 70. Armii „wędrujący kocioł”, który zagroził powodzeniu operacji forsowania Wisły. W tej sytuacji marsz. Rokossowski wstrzymał dalsze przemieszczanie jednostek na lewy brzeg Wisły i skierował je przeciw Niemcom, w tym silny 1. Korpus Pancerny oraz 330. i 369. Dywizje Strzeleckie z odwodu frontu. W efekcie w ciężkich walkach w rejonie Chełmna zgrupowanie niemieckie poniosło poważne straty, częściowo rozbita została 31. Dywizja Grenadierów Ludowych. Ostatecznie 3 lutego Sowieci okrążyli zgrupowanie z trzech stron (północy, wschodu i południa). W tej sytuacji gen. Lüdecke zdecydował się przejść przez jeszcze zamarzniętą Wisłę (od dwóch dni panowała odwilż).

 

W dniach 3-6 lutego ok. 15 tys. żołnierzy niemieckich przekroczyło Wisłę i dołączyło do sił 2. Armii m.in. pod Świeciem. Z garnizonu toruńskiego ok. 7-8 tys. żołnierzy zginęło, ok. 8 tys. Niemców dostało się do niewoli. Straty sowieckie nie są znane.

 

Z punktu widzenia operacyjnego, działania wojsk niemieckich, a w szczególności garnizonu toruńskiego należy ocenić b. wysoko. Siedmiodniowa obrona Twierdzy Toruń była prowadzona b. skutecznie. Wyjście wojsk z miasta było dużym sukcesem i całkowicie zaskoczyło Sowietów. W wyniku późniejszych działań „ruchomego kotła” grupa gen. Lüdecke poniosła co prawda duże straty (ale nie została rozbita, jak to sugeruje starsza literatura) i utraciła większość ciężkiego sprzętu, ale do jej eliminacji dowództwo sowieckiego 2. Frontu Białoruskiego musiało skierować 10 własnych dywizji piechoty i korpus pancerny, zamiast prowadzić dalsze działania ofensywne na lewym brzegu Wisły. Pomimo zaangażowania tak wielkich sił, znaczna część garnizonu toruńskiego wymknęła się z kolejnego okrążenia, sforsowała rzekę i dołączyła do wojsk niemieckiej 2. Armii na jej zachodnim brzegu, broniącej odcinka pomiędzy Fordonem a Świeciem. Działania te zbiegły się z kontruderzeniem niemieckiej 4. Armii w rejonie Pasłęka i zahamowały dalszy postęp 2. Frontu Białoruskiego, co spowodowało odsłonięcie północnej flanki sąsiedniego 1. Frontu Białoruskiego i zatrzymanie jego ofensywy na linii Odry.

Wkroczenie wojsk sowieckich do Torunia, 1 lutego 1945 r.

31 stycznia 1945 r. Toruń był faktycznie wolny. W nocy i nad ranem miasto opuścił garnizon, wraz z którym uciekły władze okupacyjne i większość ludności niemieckiej. Nie pojawili się za to jeszcze Sowieci. Mieszkańcy wylegli na ulice, śpiewano Mazurek Dąbrowskiego, w mieście po raz pierwszy od września 1939 r. wywieszono biało-czerwone flagi, dzwonił dzwon Tuba Dei na szczycie bazyliki św. Janów. Rozszabrowane zostały sklepy, przede wszystkim z żywnością, której brakowało, oraz poniemieckie koszary.

Sowieci, zaabsorbowani walkami na Wrzosach, a potem ściganiem uchodzących wojsk niemieckich, początkowo nie byli zainteresowani miastem. Ostatecznie do Torunia wkroczyli 1 lutego 1945 r. i tę datę uznawano oficjalnie jako dzień jego wyzwolenia.

Około godziny 9 rano do miasta wkroczył oddział rozpoznawczy 269. Pułku Strzeleckiego ppłk. Jurija M. Kosenki ze 136. Dywizji Strzeleckiej. Czerwonoarmiści posuwali się wzdłuż ul. Grudziądzkiej i dotarli bez jednego wystrzału do Śródmieścia. Ok. 11 inna grupa żołnierzy 136. Dywizji (piechota, za którą mieli posuwać się kawalerzyści „o skośnych oczach”) weszła do miasta od strony Jakubskiego Przedmieścia. Sowieci zakazali pod karą śmierci szabru i wystawili warty przy szczególnie cennych obiektach m.in. Młynach Richtera.

Niemal natychmiast za regularnym wojskiem wkroczyły oddziały NKWD. W tym czasie w mieście ujawniło się kilkunastu byłych jeńców sowieckich, którzy uciekli podczas ewakuacji obozu na Glinkach pod koniec 1944 r. i ukrywali się u miejscowej ludności. Nie była to rozsądna decyzja. Na mocy rozkazu Wysokiego Komisarza Spraw Wewnętrznych ZSRS Ławrentija Berii z 11 stycznia 1945 r. „zdrajców”, czyli Rosjan, Ukraińców i Białorusinów zamieszkujących teren przedwojennej Polski, a także m.in. „białych” emigrantów oraz wziętych do niewoli czerwonoarmistów objęto tzw. „szczególnym traktowaniu”, czyli po prostu wyjęto spod prawa. W efekcie ujawnionych jeńców natychmiast rozstrzelano, m.in. pod Łukiem Cezara i na Nowym Rynku, trzech z nich miał osobiście zastrzelić z rewolweru przybyły ze zwiadowcami komisarz.

Wkrótce Torunianie mieli stracić złudzenia co do „wyzwolicieli”. W ciągu pierwszych miesięcy po zakończeniu okupacji hitlerowskiej NKWD aresztowało ok. 18 tys. mieszkańców Pomorza, w tym ok. 700 obywateli Torunia. Aresztowania – podobnie jak wcześniej w wykonaniu Niemców – odbywały się na podstawie list proskrypcyjnych, ich celem byli ocalali przedstawiciele inteligencji oraz „elementów burżuazyjnych” – właścicieli zakładów pracy, rzemieślników, bogatych gospodarzy wiejskich („kułaków”) i dawnych oficerów Wojska Polskiego. Odbywały się też regularne łapanki na ulicach miasta. Większość aresztowanych została zesłana później w głąb ZSRS, 233 Torunian zmarło na zesłaniu. Sowieci prowadzili także zakrojone na szeroką skalę grabieże, wywieźli do ZSRS m.in. całe oprzyrządowanie nowoczesnych Młynów na Mokrem i innych zakładów w Toruniu.

 

Mit o „wyzwoleniu” Torunia

Sowieci i nowe, komunistyczne władze polskie uznały zdobycie Torunia za ogromny sukces, co stało się podstawą dla obwiązującego przez wiele lat w PRL mitu o „genialnym ataku Armii Czerwonej, który uchronił zabytki Torunia”. W istocie, miasto pod względem architektury i infrastruktury wyszło z działań zbrojnych II Wojny Światowej niemal nietknięte, co było ogromną rzadkością. Najbardziej ucierpiał lewobrzeżny Podgórz, na którym toczyły się walki i gdzie zniszczonych zostało 240 budynki. Jednak w centrum Torunia uszkodzonych zostało tylko 15 budynków i to na ogół nieznacznie.

 

Już 1 lutego polskojęzyczna gazeta frontowa „Wolność” zamieściła rozkaz Józefa Stalina mówiący: „Dziś 1 lutego o godz. 21 stolica naszej ojczyzny Moskwa (…) salutuje bohaterskie wojska 2. Frontu Białoruskiego, które zdobyły miasto i twierdzę Toruń, dwudziestoma salwami z 224 dział”. Zaś w komunikacie naczelnego dowództwa Armii Czerwonej z 1 lutego znalazł się zapis: „Wojska 2. Frontu Białoruskiego złamawszy opór okrążonego nieprzyjaciela 1 lutego szturmem opanowały miasto i twierdzę Toruń, ważny węzeł komunikacyjny i silny rejon obrony niemieckiej na Wiśle”.

 

Bohaterem wyzwolenia Torunia uczyniono 23-letniego ppłk. Jurija M. Kosenkę, dowódcę pierwszego oddziału, który wszedł do miasta. 28 czerwca 1945 r. podczas nadzwyczajnego posiedzenia Miejskiej Rady Narodowej Torunia nadano mu honorowe obywatelstwo. W okolicznościowym dyplomie napisano:

My Miejska Rada Narodowa i Zarząd Miasta Torunia, czyniąc imieniem całego społeczeństwa toruńskiego pomni ofiary poniesionej przez bohaterską Armię Czerwoną w walce z nawałą teutońską i dając wyraz szczególnej wdzięczności temu pułkowi, który brał udział w oswobodzeniu miasta i został przez naczelne dowództwo Armii Czerwonej wyróżniony mianem – Pułku Toruńskiego, obdarzamy jego dowódcę ppłk. Jurij Mironowicza Kosenko godnością honorowego obywatela miasta Torunia”

Sam Kosenko, przemawiając do radnych, powiedział:

Mieliśmy do dyspozycji silną artylerię ciężką i polową, tak że miasto mogliśmy zdobyć bardzo szybko. Jednak ogień artyleryjski zniszczyłby w dużej części wasz piękny gród. Zniszczeniu mogłyby ulec przede wszystkim wspaniałe zabytki, które codziennie podziwialiśmy z naszych pozycji. W sztabie naszym zapadła decyzja: do zdobycia miasta użyć piechoty, która z bronią w ręku oczekiwała na rozkaz ataku pod Rubinkowem, na Wrzosach i pod Nieszawką”.

Niewiele z tego, co napisano i powiedziano było prawdą. W istocie sowiecki atak i zdobywanie Torunia było „komedią pomyłek”. Pierwszym błędem było skierowanie na ten odcinek tak niewielkich sił 2. Frontu Białoruskiego.

Dowódca operującej w rejonie miasta 70. Armii zdecydowanie nie doszacował sił garnizonu toruńskiego – sądził, że ma do czynienia z zaledwie 5 tys. oddziałów tyłowych i fortecznych, podczas gdy miał przeciw sobie 32 tys. dobrze uzbrojonych żołnierzy i przygotowaną do walki twierdzę. W dodatku jego oddziały nie zdołały 25 stycznia zapobiec przebiciu się do miasta silnej niemieckiej 79. Dywizji Piechoty, która zasiliła obronę. Później, wobec przeniesienia ciężaru działań frontu nad Wisłę, do blokowania twierdzy oddelegowano znów zbyt małe siły. W wyniku tego garnizon toruński, na rozkaz gen. Walthera Weissa bez wielkich przeszkód wyszedł z Torunia, a operując na tyłach wojsk 2. Frontu Białoruskiego spowodował jego chaos, dezorganizację i wstrzymanie działań ofensywnych, co przyczyniło się do niepowodzenia niemieckich planów operacyjnych.

O ocaleniu Torunia zadecydowała nie łaska i „humanitaryzm” oficerów Armii Czerwonej, ale fakt, że nie zdążyli oni przenieść działań do centrum miasta (stąd brak intensywnego ostrzału Starówki) oraz… rozkaz niemieckiego Sztabu Generalnego Wojsk Lądowych, zatwierdzony przez Adolfa Hitlera, nakazujący garnizonowi przerwanie walk i wyjście z miasta.

Warto zauważyć, że choć Toruń nie odniósł poważnych strat materialnych, to poważnie ucierpiała populacja miasta. Według spisu powszechnego z 1946 r., a więc po powrocie części deportowanych mieszkańców i po przyjeździe repatriantów z dawnych Kresów, w Toruniu mieszkało ok. 68 tys. osób (79,1 tys. w 1939 r.). Oznaczało to ubytek ok 20 tys. ludzi – pomordowanych i wywiezionych, przede wszystkim całej polskiej elity intelektualnej, a także całej mniejszości niemieckiej, która wyjechała w latach 1944-45.

Toruń po II Wojnie Światowej utracił również swoje znaczenie administracyjne. W 1945 r. stolicę województwa pomorskiego przeniesiono do Bydgoszczy. Oficjalnym argumentem była większa liczba ludności i „znaczenie ekonomiczne” miasta nad Brdą. W rzeczywistości chodziło tu o względy polityczne: Toruń był miastem o tradycjach narodowo-konserwatywnych i patriotycznych z silną warstwą inteligencką oraz mieszczańską. Tymczasem Bydgoszcz była miastem robotniczo-rolniczym, gdzie duże wpływy posiadała Polska Partia Robotnicza. Był to początek długoletnich prób marginalizacji znaczenia miasta Kopernika, które mają swoją kontynuację także i dziś.

Natomiast wielkim sukcesem Torunia okazało się utworzenie pod koniec 1945 r. Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika na bazie repatriantów – kadry przedwojennego Uniwersytetu im. Stefana Batorego w Wilnie. Było to spełnienie marzeń przedwojennych włodarzy miasta, którzy – niestety – w większości nie dożyli tego momentu.

Maciej Orzeszko „Tygodnik Solidarność”

Fot przy tytule – Toruń, luty 1940(?)