Kazanie na Mszy św. rocznicowej w Łubiance 6.09.20
Kazanie z okazji 40 rocznicy powstania NSZZ Solidarność (Łubianka, 6.09.2020)
Jeden drugiego brzemiona noście” – to zwięzłe zdanie Apostoła jest inspiracją dla międzyludzkiej i społecznej solidarności. Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni – przeciw drugim. I nigdy „brzemię” dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich. Nie może być walka silniejsza nad solidarność.
Jan Paweł II, Gdańsk, 12 VI 1987 r
Wsiadam do kolejki SKM. Jadę całą trasę z Gdyni Chyloni do Gdańska Głównego. Wychodzę z dworca. Nie zastanawiam się w którym kierunku pójść. W jednym kierunku płynie rzeka ludzi opuszczająca podmiejski pociąg. Pod stocznię. Pod bramę nr 2. Jestem klerykiem WSD w Pelplinie. Jestem na drugim roku. Trwają letnie wakacje. Koniec sierpnia roku 1980. Staję pod bramą. Ze czcią, jakbym był w pośrodku sanktuarium, oglądam zawieszone krzyże, obrazy Matki Boskiej, zdjęcia papieża Jana Pawła II. Poprzez metalowe sztachety wysokiego ogrodzenia poprzetykane są kwiaty. Dużo kwiatów. Po prawej stronie patrząc na wejście, wiszą tablice. Odręcznie napisane dwadzieścia jeden postulatów. Podchodzę. Czytam punkt po punkcie. W jednym z nich strajkujący domagają się transmisji coniedzielnej Mszy św. w Polskim Radiu. Wiarę widać gołym okiem. Znaki powieszone na bramie wołają, jak dziś wołają trzy krzyże – pomnik - hołd zamordowanych przez komunistów stoczniowców - robotników grudnia 1970 r. Tłamszona przez dekadę pamięć wystrzeliła na wysokość 42 metrów. Teraz jest widoczna dla całego świata. O godną pracę i płacę, o niezależne związki, które będą ich bronić, ale również o wiarę, o możliwość wolności jej wyznawania walczą robotnicy. Są w tym zaskakująco wolni. Bo przecież mijało już wówczas 35 lat opresji komunistów wobec robotników, ale i Kościoła katolickiego i ludzi wierzących, spychania ich do drugiej kategorii. Wszyscy się boimy. Strajkujący dali przykład jak pokonać strach. Ich determinacja jest silniejsza niż lęk. Z robotnikami są kapłani. Odprawiają na terenie stoczni Msze św., słuchają spowiedzi. Przecież trwa strajk okupacyjny. Nikt nie opuszcza zakładu pracy. Dobrowolnie stali się więźniami. Cóż nie robi się dla wolności. To jest jak z postem. Rezygnuję z dobrych rzeczy dla dobra większego.
Niektórych spośród kapłanów znałem. Ks. Jankowski, z Gdańska, pochodzący ze Starogardu Gdańskiego, w którym się i ja urodziłem. Ks. Hilary Jastak z Gdyni, proboszcz parafii pw. NSPJ. Jestem z nich dumny. Ludzie w tłumie o nich mówią z podziwem dla odwagi. Za chwilę mogą tu nadjechać czołgi, jak rok później do kopalni Wujek, rozpocząć brutalną pacyfikację, nie licząc się z ofiarami. Po władzy spodziewaliśmy się wówczas wszystkiego.
Stojąc pod bramą Stoczni, a przyjeżdżałem nieomal codziennie, czułem, że wydarza się tu święto. W tym czasie imperium zła wydawało się niewzruszone. Tu pod bramą poczucie wolności i doświadczenie sacrum odczuwałem jako święto. Wybijało się szarzyzny zgrzebnego życia. Atmosfera święta, jakiejś długiej uroczystości, przenikała zwykłe doświadczenia życia codziennego dziejące się na oczach. Kobiety podchodziły do płotu stoczni, podawały kanapki, czasami trojaki z obiadem dla swoich mężów. Głośno wymieniali uwagi co w domu, co u dzieci. Stoczniowców, ich rodziny i nas współodczuwających, przybyłych z różnych stron, dzielił płot. Byliśmy jednością. Byliśmy solidarni. Fizyczne płoty stojących po obu stronach nie muszą dzielić. Nas dzielił mur niewidzialny z komunistyczną władzą i aparatem władzy: milicją, ZOMO, ORMO, z ośrodkami propagandy. Tamci byli z innego świata. Nie dzielili z nami wartości nam bliskich, chrześcijańskich. Byli cyniczni. Latami próbowali narzucać wschodnie porządki.
Na początku roku 1981 w okresie festiwalu Solidarności, po powstaniu niezależnego związku zawodowego, w czasie niewyobrażalnego entuzjazmu, byłem kilka razy, w Teatrze Muzycznym. Pierwszy raz pojechaliśmy jako zorganizowana grupa z Wyższego Seminarium Duchownego. Kolejne byłem z rodziną i kolegami w czasie ferii.
Za czym kolejka ta stoi?
Po szarość, po szarość, po szarość
Na co w kolejce tej czekasz?
Na starość, na starość, na starość
Co kupisz, gdy dojdziesz?
Zmęczenie, zmęczenie, zmęczenie
Co przyniesiesz do domu?
Kamienne zwątpienie, zwątpienie
Bądź jak kamień, stój wytrzymaj
Kiedyś te kamienie drgną
I polecą jak lawina
Przez noc, przez noc, przez noc (Ernest Bryll, rok 1980).
Psalm stojących w kolejce śpiewany przez Krystynę Prońko w musicalu Kolęda nocka w gdyńskim teatrze muzycznym. Całe pokolenie nuciło tę piosenkę. To był programowy song. Szarości, zmęczeniu i zwątpieniu przeciwstawia poeta lawinę zmian. Bądź jak kamień, stój wytrzymaj – słowa przeszywały do głębi, formułowały to, co odczuwaliśmy w środku sami nie umiejąc wyrazić. Kiedyś te kamienie drgną / I polecą jak lawina. Dawały nadzieję, której potrzebowaliśmy jak tlenu.
Miał Bryll twórczą wyobraźnię. Tekst wyciągnął z szuflady. Napisał przed kwietniem 1980 r. Poeci widzą dalej. Lawiną stał się dziesięciomilionowy ruch Solidarności.
Czas Solidarności trwał od podpisania umów 30 i 31 sierpnia 1980 do 13 grudnia 1981 r., nocy, w której gen. Jaruzelski wyprowadził czołgi i całą machinę przemocy ówczesnego państwa socjalistycznego przeciw wolności własnych obywateli. Została przelana polska krew i zabita nadzieja. Twórcy pomnika stoczniowców – ofiar grudnia 1970 r. przewidzieli to. Monument został odsłonięty 16 grudnia 1980 r. w pobliżu miejsca, gdzie padło czterech pierwszych zabitych. Na pomniku, który składa się z trzech krzyży umieścili przebite kotwice. Kotwica jest symbolem chrześcijańskiej nadziei. Tam zawieszono kotwicę przebitą. Generał odebrał nadzieję całemu pokoleniu Polaków. Po raz kolejny nadzieja została ukrzyżowana.
Pomnik pozostał. Choć miejsce było obserwowane przez milicję obywatelską stało się miejscem do którego się przychodziło. Całą dekadę lat osiemdziesiątych ilekroć przebywałem w Gdyni, w domu, zawsze tu podjeżdżałem, podobnie do kościoła św. Brygidy, gdzie proboszczem był ks. Jankowski. Wnętrze kościoła wypełnione było wiarą i patriotyzmem. To, co było ocenzurowane w telewizji i radiu tam było wyeksponowane. Można było otrzymać bibułę, niezależną prasę i wydawnictwa.
Świętując czterdziestą rocznicę powstania Solidarności w kościele bł. ks. Jerzego Popiełuszki pragnę wspomnieć przejmujące świadectwo przywołanego już E. Brylla, które usłyszałem w kościele w Górsku, na trzydziestoleciu męczeńskiej śmierci bł. Jerzego.
Poeta był uczestnikiem modlitw o ocalenie księdza Jerzego we wspólnocie zgromadzonych w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu i wokół niego, po porwaniu ks. Jerzego 19 października 1984 r. 30.10 nadeszła wiadomość o znalezieniu ciała w Wiśle, przy tamie pod Włocławkiem. Jeden z kapłanów stanął na ambonie i niepewnym głosem straszną informację przekazał. Odpowiedzią był powszechny płacz. Rozpoczęła się zbiorowa żałoba. Po kilku minutach, gdy trochę się uciszyło, ksiądz inicjuje modlitwę Ojcze nasz. Ludzie podjęli. Gdy dotarli do słów: odpuść nam nasze winy… zamilkli. Ksiądz rozpoczął ponownie: Ojcze nasz. Znowu słowa odpuść nam nasze winy nie zostały dokończone. Sytuacja robiła się dramatyczna, relacjonował Bryll. Po raz trzeci Ojcze nasz. Po słowach odpuść nam nasze winy, powoli, nieśmiało przyłączali się ludzie, aż do Amen. Wiedziałem. W tym momencie zwyciężyliśmy. Dokonał się jakiś niewyobrażalny, duchowy akt przebaczenia. Ks. Jerzy wygrał. My wygraliśmy. Zło dobrem zwyciężyliśmy. Wygraliśmy wolność. Byliśmy wolni od nienawiści i chęci zemsty, jak nas uczył i nauczył.
O solidarności, o wolności decyduje siła ducha, oparta na wierze, przebaczeniu, modlitwie, na bezinteresowności, wrażliwości na sprawy drugiego, szczególnie tego słabszego. Solidarność to jeden i drugi, razem, brzmi w uszach i sercu nauczanie św. Jana Pawła II od którego programowych słów rozpoczęliśmy.
Ks. Rajmund Ponczek